Korfu to przepiękna wyspa. Każdemu kto się zastanawia nad wkupieniem np. last minute w tym kierunku – szczerze polecam! Tym bardziej, że można czasem upolować naprawdę mega okazję. My z dziewczynami trafiłyśmy na promocję z Itaki za 624zł! W cenie miałam przeloty, transfery do hotelu, noclegi w trzygwiazdkowym hotelu oraz uwaga – śniadanie i obiadokolację 🙂 Zazwyczaj sami organizujemy wyjazdy, wyszukujemy loty etc. Ta podróż była pierwsza, którą wybraliśmy przez biuro podróży. Gdybyście chcieli poczytać o tym, gdzie szukać tanich lotów, co warto wziąć pod uwagę w planowaniu podróży, a czego się wystrzegać – dajcie znać w komentarzach 🙂 

Przechodząc jednak do sedna posta 🙂 Tym razem chcę Wam pokazać kolejne z miejsc, które warto zobaczyć na Korfu. Jest to Kanał miłości. Nazwa Canal d’Amour pochodzi od starożytnej legendy, która mówi, że jeśli dwie osoby popłyną tutaj razem, zakochają się. Żadna z nas na wycieczce nie spróbowała potwierdzić tej teorii, więc liczę na Was moi Drodzy Czytelnicy! 😉 

Canal d’Amour w Sidari składa się z kilku skalistych klifów, które kształtują określony kanał morski i kilku naprawdę ładnych ładnych zatok, do których można dotrzeć kilkoma ścieżkami. Jest to najbardziej turystyczny obszar na północnym wybrzeżu Korfu. W pobliżu znajdziecie też kilka bardzo ładnych plaż. 

Skały tworzące Canal d’Amour na Korfu są wykonane z gliny, która jest bardzo podatna na działanie wody morskiej i wiatru. Stąd jego specyficzny kształt. To zdecydowanie jedno z miejsc, które warto zobaczyć na Korfu.

The name Canal d’Amour comes from an ancient legend that says if two persons swim here together they will fall in love…

The Canal d’Amour of Sidari consists of some rocky cliffs that shape a particular sea channel and some nice bays you can reach by several paths. It’s the most tourist area along the North coast of Corfu, placed near a large gulf that offers several beaches in a great developed area. It’s  is a great nature’s masterpiece carved by the sea and the wind during centuries. It seems to be in a lunar landscape, perhaps unique in the Mediterranean sea.  The rocks that compose the Canal d’Amour of Corfu are made of clay which permitted to the sea and the wind to create this lovely channel. 

Wyspa Santoryn znajduje się na czynnym wulkanie. Kiedyś nazywała się Thera, ale erupcja z XVII wieku p.n.e. wymazała całą minojską cywilizację. Wulkan ten to Santorini, który od lipca 2011 wykazuje objawy wzrastającej aktywności. Co jakiś czas dochodzi tam do rojów trzęsień ziemi w okolicy kaldery. W momencie, gdy zwiedzaliśmy wyspę, mogliśmy zaobserwować wydobywającą się spod ziemi siarkę. Na całym wulkanie rozmieszczona jest liczna aparatura pomiarowa, która stale monitoruje obszar. Aktywność wzrasta z roku na rok, a jak twierdzą sami sejsmolodzy – erupcja może nastąpić nawet w przeciągu najbliższych 5 lat… 

Santorini jest wyspą piękną samą w sobie, jednak to, co czyni ją jeszcze bardziej magiczną i niepowtarzalną to jej historia, to przeplatanie się legend i mitów z faktami.

Gdybyśmy mieli zobaczyć naszymi oczami, jak Santoryn wyglądał w przeszłości i jak powstał jego dzisiejszy kształt, musielibyśmy w wyobraźni cofnąć się miliony lat wstecz. Wtedy to zamiast Thiry, pobliskiej Krety, jak i innych greckich wysp, ukazałaby nam się płyta egejska, która była schowana pod taflą wody, a która w pewnym momencie zaczęła pękać, umożliwiając tym samym wydostanie się na powierzchnię milionów ton lawy, które w dalszej kolejności utworzyły wyspę o kształcie stożka. Stożek, jak wiemy ma podstawę okrągłą, i od tego kształtu wzięła się pierwsza nazwa wysypy – „Strongili”, czyli po prostu „okrągła”.

Wiemy, że Strongili była zamieszkała już w czasach Neolitu, ale to co najbardziej zdumiewa, to poziom rozwinięcia tamtejszej, jakże wczesnej ludności. Mieszkańcy wyspy zajmowali się nie tylko rolą, nie tylko hodowlą bydła, ale byli to wybitni garncarze, rzemieślnicy. Strongilczycy stawiali domy z ciosanego kamienia, wytwarzali rękodzieło, znali też takie minerały jak złoto, srebro, brąz i żelazo. Znali, ale też doskonale wiedzieli jak je wykorzystywać i jak je spożytkować. Jedną z możliwości był handel, z czego mieszkańcy Strongili doskonale zdawali sobie sprawę i doskonale wykorzystywali swoje położenie, bowiem i dzisiaj i niegdyś Santoryn był w bardzo dobrym położeniu ( co ma i swoje wady ) znajdując się pomiędzy Europą, Azją i Afryką. Cały obraz przedstawia się wręcz sielankowo, jednak w pewnym momencie doszło do niewyobrażalnej katastrofy – wybuchu wulkanu. Mieszkańcy Strongili żyli przez cały ten czas na górze wulkanicznej, o której sile nawet nie mieli pojęcia. W roku około 1620 p.n.e. na własnej skórze przekonali się, jak bardzo dewastująca była to siła.

Na wskutek potężnej erupcji, której przypisuje się moc 4 bomb atomowych, środek wyspy dosłownie wystrzelił w powietrze. Szacuje się, że w powietrzu znalazło się 150 miliardów ton skał oraz oczywiście pyłów wulkanicznych, które również odegrały pewną rolę w całym tym zdarzeniu.

Wielu badaczy twierdzi, że wybuch wulkanu na Thirze należy do najpotężniejszych w ciągu ostatnich 10 000lat, jego skutki odczuwalne były niemal na całym globie, a odgłos detonacji obiegł kulę ziemską czterokrotnie.

Tak potężna eksplozja powoduje kolejne następstwa, tak samo jak efekt domina. Jedno z nich miało miejsce na oddalonej ok. 140km od Santorini – Krecie. Erupcja wulkanu spowodowała powstawanie fal, ogromnych fal przypływowych zwanych tsunami i właśnie to tsunami, które skierowało się w kierunku minojskiej Krety, przyniosło katastrofalne skutki. Fala pokonała odległość 140km w zaledwie 30minut, co daje łatwą do policzenia prędkość wynoszącą 280km/h. Jeszcze bardziej zatrważająca wydawać się może jej wielkość, która wynosiła nawet 150 metrów wysokości! Dla porównania – typowy blok z wielkiej płyty w Polsce ma wysokość 10pięter, jedno piętro to mniej więcej 2,5m, zatem jeden blok daje nam wysokość 25metrów.

Zmierzając do sedna, gdybyśmy mieli spróbować wyobrazić sobie, jak wyglądała fala tsunami w swoich szczytowych momentach, moglibyśmy wyobrazić sobie 6 bloków ustawionych jeden na drugim. Zdecydowanie taki obraz budzi respekt, a przede wszystkim uzasadniony strach i przerażenie. Osoby znające Kretę wiedzą, że jej życie jest przede wszystkim skoncentrowane na północnym wybrzeżu, dlatego też tsunami pędzące z Thiry wywołało tak potężne zniszczenia. Co prawda, fala pokonując dystans zmniejszyła swoją wielkość, jednak w dalszym ciągu była to siła niezwykle destrukcyjna, niszcząca wszystko, co napotkała na swojej drodze.

W tym samym czasie na Krecie rozwijała się cywilizacja minojska, jedna z bardziej rozwiniętych na świecie a zdecydowanie najbardziej rozwinięta w Europie i również wtedy życie koncentrowało się przede wszystkim na północy. Słynne pałace minojskie, takie jak pałac w Malii, a zwłaszcza Pałac w Knossos, znacznie ucierpiały, jednak nie ma pewnych dowodów na to, że właśnie ta katastrofa bezpośrednio spowodowała upadek całej cywilizacji minojskiej. Źródła naukowe wskazują, że sama erupcja trwała 4 dni, i że jej przebieg, jak i również następne erupcje, już o znacznie mniejszej sile, odwzorowane są na wielobarwnych skałach Santorynu. Będąc na wyspie przyjrzyjmy się im dokładnie, zwłaszcza w drodze z lub do portu, kiedy to będą bardzo dobrze widoczne. Zobaczymy wówczas ich różne warstwy składające się ze skał w różnych odcieniach.

Dominujące kolory, które zobaczymy to czerń, biel, zieleń oraz czerwień. Kolor czarny będzie świadczył między innymi o popiołach wulkanicznych i metalach ciężkich, czerwień o związkach żelaza, zieleń o związkach miedzi, a pumeks oraz tefra będą miały biały kolor. Wszystkie te materiały są związkami wulkanicznymi, w trakcie erupcji wydostawały się z wulkanu ( krater wulkanu santoryńskiego pokryty był 30metrową warstwą pumeksu ), a następnie opadając tworzyły owe warstwy. Popioły wulkaniczne przesłoniły greckie niebo na 30dni, opadając zniszczyły doszczętnie całe życie, które cudem ocalało.

Ten wielki wybuch nazywany również wybuchem lub erupcją minojską, drastycznie zmienił kształt okrągłej wyspy. Jej środek będący stożkiem wulkanu znalazł się pod wodą, jednak wtedy dzisiejsza Thira była  jeszcze połączona z Thirassią. Wyspy oddzieliły się przy kolejnej erupcji wulkanu mającej miejsce w ok. 236roku p.ne.. Wyspa Aspronisi jest również pozostałością Thiry, jest ona wierzchołkiem fragmentu wyspy, który również został zalany przez wodę.

Przez następne lata wyspa była niezamieszkała, by w XII wieku osiedlili się na niej Fenicjanie, którzy następnie zostali wypędzeni z wyspy przez Greckie plemię Dorów. W 430 roku p.n.e Thera przechodzi w ręce Ateńczyków, którzy nią władają do zakończenia wojny ze Spartą. Po tym zdarzeniu przez wiele lat wyspa dalej przechodzi z rąk do rąk wracając pod panowanie Aten, by później zostać częścią egipskiego królestwa Ptolemeuszów, a jeszcze później wejść w skład rzymskiej prowincji, Azji. W następnych latach wyspą naprzemiennie władają Wenecjanie oraz Bizantyjczycy. Oficjalnie w 1579 roku wyspą władają Turcy, co trwa do roku 1830, kiedy to na mocy Protokołu Londyńskiego wyspa wchodzi w skład Nowego Państwa Greckiego.

W okolicach wulkanu, a dokładnie Nea Kameni, znajdują się też gorące źródła. Nea Kameni jest magnesem przyciągającym turystów do leczniczych gorących źródeł. Żółte wody zawierają dużą ilość siarki i charakteryzują się ich celami terapeutycznymi.  Łodzie zatrzymują się w pewnej odległości od źródeł więc trzeba wskoczyć do wody i samodzielnie dopłynąć 🙂 Ze względu na bardzo dużą zawrtość siarki, woda nabiera specyficznego koloru. Odradzam Wam zabranie ładnego bikini do pływania… Siarka je może zniszczyć… Białe zrobi się żółte… 

fot. vue.flog.pl

Dziś chcę Wam pokazać jedno z najpiękniejszych miejsc na wyspie Corfu, a mianowicie przylądek Cape Drastis. To najdalej na północ wysunięte miejsce na wyspie. Obok Canal d’Amour i Sunset Beach, to trzecie moje ulubione miejsce. Wybrzeże jest tu wysokie i strome , kończy się białymi, malowniczymi skałami o fantazyjnych kształtach.

Szczególnie polecam Wam, jeżeli chcecie w spokoju obejrzeć zachód słońca. Jest równie piękny, co na Santorini za to macie możliwość być jedynymi osobami na wzgórzu, a to jest po prostu bezcenne. Przy okazji zachodu, udało mi się uchwycić stylizację z czerwoną sukienką maxi. Na żywo zachód wygląda po prostu magicznie… wspomnienia po prostu bezcenne. Każdemu, kto zamierza wybrać się na Korfu, szczerze polecam!

Jeżeli chodzi o poszczególne elementy stylizacji, to postawiłam na czerwoną długą suknię. Czerwień, to jeden z kolorów, który zawsze pojawia się podczas zachodu słońce. Chciałam, żeby wszystko ze sobą kolorystycznie współgrało.  Aby nadać całej stylizacji nieco romantyczny charakter, założyła dodatkowo wianek od Green Dwarf. Całość uzupełniają bardzo wygodne (i ostatnio również bardzo modne) buty od Born2be.pl z transparentnymi paskami i obcasem.

Kolejnym punktem naszej wyprawy na Santorini, była surowa, skalista góra, która oddziela Perissę od innej głównej nadmorskiej miejscowości Santorini, Kamari. Nazywa się Mesa Vouno. Na jej szczycie znajduje się zrujnowane starożytne miasto o nazwie Thera, które pierwotnie było kolonią Spartan. Z Perissy można się tam dostać w około godzinę, podążając żwirowym szlakiem, który zjeżdża z górki na jałowe zbocze do przełęczy Sellada. Na szczycie Mesa Vouno płacisz 2 euro za osobę, aby dostać się do starożytnej Thery, która jest wykopaliskami archeologicznymi rozmieszczonymi na sporej powierzchni na szczycie góry. Pod warunkiem, że będziesz na górze nie później niż o 14.45…

Później wszystko jest zamknięte i pocałujecie klamkę… Szkoda, że nikt nie wpadł na to, by umieścić tę informację przy wejście na dole góry… Po pokonaniu pieszo bardzo wyczerpującej trasy w górę (my na szczęście wjechaliśmy samochodem) i zobaczenia info o zamkniętej atrakcji może człowieka trafić szlag… Serio! Widziałam miny biednych turystów… Grecy, shame on you! Powinniście postawić tabliczkę z info przy wejściu na dole góry!

Mimo wszystko, widok z góry Mesa Vouno rekompensuje wszelkie braki. Zobaczycie z niej panoramę zapierającą dech w piersiach. Zdjęcia nie są w stanie oddać tego widoku. Jeżeli będziecie kiedyś na Santorini, oprócz Oia, wybierzcie się koniecznie na Mesa Vouno.

The stark, rocky mountain which separates Perissa from Santorini’s other main beach resort, Kamari, is called Mesa Vouno. On top there is a ruined ancient city called Thira, said to have originally been a colony of the Spartans, which is well worth a visit. You can climb up there from Perissa in about an hour, following a gravelly track that zigzags its way up the barren slope to the Sellada Pass, the ‚saddle’ that joins Mesa Vouno to the biggest mountain on the island, Profitis Elias. Once you reach the saddle it’s a short extra walk up onto Mesa Vouno, where you pay 2 euros per person to enter Ancient Thira, which is an archaeological site spread out over a fair-sized area on the mountaintop. Not only is the city impressive in its own right, but the views up there are stunning too. The climb up to Mesa Vouno from Perissa is not too difficult for reasonably fit adults with good footwear, but it wouldn’t suit children or anyone not in good health. Take plenty of water with you, to keep yourself hydrated, and avoid heat exhaustion by making the trip when the trail is still in shadow and fairly cool, for example in the early part of the morning. To find the trail, simply head towards the saddle from Perissa’s centre, and you’ll find it just as the last few houses peter out at the foot of the mountain. An enterprising local has an old truck parked on top of Sellada Pass, kitted out as a sort of shop, and sells cold drinks and snacks to foot-weary climbers. If you don’t fancy climbing the trail but would still like to visit Ancient Thira, take the water taxi to Kamari – there’s a proper road on that side of the mountain.

Lubię odwiedzać nietypowe miejsca! Coś, co jest unikatowe i na co ciężko trafić ponownie podróżując po świecie. Leżenie przy hotelowym basenie nie jest dla mnie. Uwielbiam odkrywać nowe miejsca i smaki! Dlatego i tym razem zorganizowałam wyjazd całkowicie na własną rękę, sugerując się intuicją i co nie co opiniami w internecie. Poniosło mnie tym razem na Santorinii. W kilku następnych postach pokażę Wam tą niezwykłą wyspę moimi oczami. 3, 2, 1… start! Zaczynamy!

Z racji tego, że zatrzymaliśmy się w miejscowości Akrotiri, na pierwszy ogień poszły miejsca w okolicy. Tak właśnie trafiliśmy na czerwoną plażę na Santorini. Jest to niezwykle popularna plaża z czerwonymi skałami i czarno-czerwonym piaskiem znajduje się w pobliżu miejscowości Akrotiri, około 12km od Firy.

Plaża zawdzięcza swoją nazwę wulkanicznemu żwirkowi zamiast piasku, w odcieniach czerwieni i czerni. Czyni ją to naprawdę wyjątkową. Niezwykle malownicze jest samo położenie plaży, gdyż znajduje się ona między skałami, a dostać można się na nią łódką z Firy lub Akrotiri, bądź też na nogach ( mając na nich naprawdę dobre buty, droga w klapkach to droga przez mękę i łatwo o skręcenie kostki), zaczynając 10-15 minutowy spacer od kościoła Św. Mikołaja w Akrotiri.

Uwagi: na plaży nie ma zamontowanych prysznicy ze słodką wodą, poza tym plaża jest średnio dobrze zagospodarowana. Można na niej wypożyczyć zestaw składający się z leżaka i parasola ( koszt ok 7 euro ), natomiast brak jest czegokolwiek do jedzenia, picia, śmietników (o zgrozo!!!!) i oczywiście czegokolwiek na kształt toalety… Ponadto w ciągu dnia jest naprawdę zatłoczona… Więc godziny między 19 a 21 są najbardziej sensowne by nacieszyć w spokoju oko. I co najważniejsze… Kamienie mogą spadać z góry! Więc miejcie oczy naokoło głowy!

son marroig6son marroig

Jeżeli miałabym wymienić listę najpiękniejszych miejsc, jakie miałam okazję zobaczyć w życiu, bez wątpienia jako jedno z nich wskazałabym Son Marroig, położony niedaleko wioski Deia na Majorce. Ten błękit oceanu zlewający się z błękitem nieba jest niewiarygodny! Zdjęcia nie są w stanie oddać rzeczywistego piękna tego miejsca. Jeżeli śledzicie mnie na Instagramie @apieceofanna, możecie zobaczyć relacje video z Son Marroig.

Żaden ze znanych cudzoziemców przyciągniętych przez północno-zachodnie wybrzeże Majorki nie jest tak uwielbiany jak „S’Arxiduc”, austriacki arcyksiążę Ludwig Salvator. Syn Leopolda III Toskańskiego i Marii Antoinette de Bourbon, urodzony w 1847 r. w pałacu Pith we Florencji. Przybył na Majorkę mając 20 lat, aby uciec od życia na wiedeńskim dworze i natychmiast zakochał się w wyspie. Był ekologiem zanim ekologia stała się popularna i wczesnym hipisem, ponieważ ubierał się kontrowersyjnie, nosząc ubrania majorkańskich chłopów. Kupił tereny wzdłuż wybrzeża, chąc uchronić je przed zabudową. Poświecił się badaniom nad przyrodą oraz tradycjami Majorki. Siedmiotomowa książka Las Baleares, którą pisał przez 20 lat, jest nadal wiarygodnym źródłem wiedzy na te tematy. Zmarł w 1915 r. w czeskim zamku.

Dom arcyksięcia w Son Marroig położony niedaleko wioski Deia zamieniono na Świątynię jego pamięci. Zgromadzono tam jego fotografie, obrazy i książki, a także zorganizowano muzeum poświęcone jego życiu. W ogrodzie ulokowano rotundę wykonaną z białego marmuru przywiezionego z włoskiej Carrary. Można tam usiąść i podziwiać półwysep Na Foradada („przebita skała”) ze sterczącą z morza skałą z dziurą o średnicy 18 m. W budynku muzeum trzeba zapytać o pozwolenie na spacer po półwyspie.

Odpowiadając więc na nurtujące pytanie „Co warto zobaczyć na Majorce?” Jednym z miejsc jest na pewno Son Marroig.

If I had to make a list of the most beautiful places I had ever seen in my life, no doubt one of them would be Son Marroig, located near the village of Deia in Mallorca. This blue color of the ocean merging with the blue of the sky is unbelievable! Pictures cann’t reflect the real beauty of this place. If you follow me on Instagram @apieceofanna, you can see the video coverage of Son Marroig.

None of the known foreigners is as adored by local people as the „S’Arxiduc”, the Austrian Archduke Ludwig Salvator, the son of Leopold III of Tuscany and Marie Antoinette de Bourbon, born in 1847 in the Pith palace in Florence. He was an ecologist before ecology became popular and an early hippie because he was controversial wearing Majorca clothes. He bought areas along the coast, protecting them from building up. He studied the nature and traditions of Majorca. The seven-volume book Las Baleares, which he wrote for 20 years, is still a reliable source of knowledge on these subjects. He died in a Czech castle in 1915.

Archduke’s house in Son Marroig, located near the village of Deia, was turned into the Temple of his memory. His photographs, paintings and books were gathered there. The museum was organized and dedicated to his life. A rotunda made of white marble, brought from Italian Carrara, was placed in the garden. You can sit there and admire the peninsula Na Foradada („pierced rock”) with a rock jutting out of the sea with a hole 18 m in diameter. In the museum you have to ask for permission to walk around the peninsula.

So, answering the bothering question, „What is worth seeing in Mallorca?” One of the places is definitely Son Marroig.

son marroig4son marroig3son marroig1 Screenshot_20180520-234307