Środa, 19 lipca. Jest południe. Żar leje się z nieba, na którym zaczynają pojawiać się granatowe, burzowe chmury. Jest duszno i wilgotno. Wszędzie gwar, szum i pędzony tłum. Jak to w Warszawie: każdy za czymś goni, ciągle gdzieś się spieszy. Wychodzę z metra Ratusz Arsenał. Wpada na mnie Janusz, zapatrzony w telefon niczym burek w gnat. Ot sekunda, wymiana spojrzeń. Zero przepraszam. Znów biegnie dalej. Byle szybciej, byle do przodu, byle więcej zadań odhaczyć z niewidzialnej listy. Taki przecież zarobiony po łokcie w internetach i tinderach. Zarobiony na tyle(by oprócz mnie) niemal przewrócić znajdującą się niecały metr ode mnie babcię. Kobieta sprzedaje ręcznie robione bukiety. Staruszka jak na moje oko ma ponad 70 lat. Może jest w wieku mojej babci. Trochę nawet podobna. Ma na sobie niebieski sweter, pod nim białą koszulę. Czysty, schludny, choć jednocześnie widać na nim, że jest jednym z tych, które często nosi. Siedzi na murku, pod parasolem. Idzie burza. Słońce przypieka. Jest naprawdę gorąco. Murek to dobre miejsce dla sprzedającej. Mijają go wszyscy wychodzący z metra. Jest bardzo duża szansa, że ktoś kupi bukiet, a straż miejska nie będzie się czepiać. Babcia oferuje piękne, świeże róże, 10 sztuk, różne kolory. Przystrojone dodatkowo jakąś nieznaną mi zieloną gałązką. Średniej wielkości, widać, że hodowane w ogródku, nie kupione w kwiaciarni. Zapewne babcia nie mieszka w Warszawie.

Rzucam wymowne spojrzenie Januszowi, klnę pod nosem. On jednak widzi tylko czubek własnego. Nie wzrusza go sytuacja, którą spowodował. Chwilę później wsiada do zaparkowanej na Placu Bankowej nowej, błyszczącej, podrasowanej „beemki”. Odjeżdża z piskiem. Żeby wszyscy, dla których jest nikim, kolejnym gościem z tłumu – po prostu widzieli. Nie ma to jak szpan przed ludźmi, którzy nie wiedzą nawet jak on ma na imię. Oprócz tego, że podczas ruszania z impetem spalanie skoczyło mu co najmniej do 99,9L/100km i w powietrzu uniósł się smród palonej gumy, nie zauważyłam nic, co byłoby warte tego popisu. Żeby nie było! Nowa, zacna fura jest naprawdę ok! Życzę każdemu. Tak samo jak empatii.

Spieszyłam się na biznesowe spotkanie. Nie kupiłam kwiatów. Byłam obładowana papierami i laptopami niczym juczny koń. Pomyślałam, że te róże są tak ładne, że staruszka nie będzie miała większego problemu, żeby sprzedać wszystkie (na moje oko ok 10 bukietów) w mniej więcej trzy godziny. A gdy ja pojawię się z różami w zębach na moim pierwszym spotkaniu z klientem, może zostać to odebrane… różnie 🙂

Minęły trzy godziny. Burza przeszła racząc nas kolejnym szumem i ulewnym deszczem. Na szczęście po każdej – wychodzi słońce. Skończyłam spotkanie. Sprawy ułożyły się po mojej myśli. Zadowolona ruszyłam w kierunku metra, by wrócić do domu. Ku mojemu zdziwieniu, staruszka była w tym samym miejscu, z tą samą ilością bukietów. Widać było, że jest naprawdę zmęczona. Niewiele myśląc zapytałam „ile?” i po 10 sekundach, za całe 20zł, byłam właścicielką pięknego bukietu i sprawcą uśmiechu i nieopisanej wdzięczności na czyjejś twarzy.

W tym samym momencie dotarło do mnie kilka rzeczy…

Po pierwsze, szacunek dla niej, że nie poszła na łatwiznę i nie wydrukowała na komputerze kartki, że po prostu potrzebuje pieniędzy… Że brudna i zaniedbana nie żebrała. Że potrafiła założyć białą koszulę i z godnością CHCIAŁA zarobić w uczciwy sposób, tak jak potrafiła najlepiej.

Po drugie, przypomniałam sobie (choć staram się o tym pamiętać każdego dnia), że każdy z nas się kiedyś zestarzeje. Starość nie radość, ale młodość nie wieczność. Czas biegnie bardzo szybko i dla nikogo nie zrobi wyjątku.

Po trzecie, nigdy nie wiadomo jak potoczy się nasz los. Życie to sinusoida. Raz jesteśmy na szczycie, by za chwilę spaść na sam dół i czasem się połamać. Nigdy nie mów nigdy. Zawsze miej świadomość, że nic nie trwa wiecznie i szacunek do świata.

Po czwarte, czasem coś co dla nas jest drobnostką, komuś może uratować życie. Jeżeli ta staruszka urodziła się na wsi i tam przepracowała swoje życie, to jej renta może wynosić (o zgrozo!) nie więcej niż 830zł na miesiąc. Tyle dostaje moja babcia. Z resztą czasem podobnie jeżeli pracowałaby w mieście. Nasz system emerytalny niesamowicie kuleje i bardzo obawiam się o to jak i czy w ogóle dalej będzie funkcjonować…

Po piąte, dajmy sobie szansę, by poczuć się szczęśliwym. Nauczmy się pomagać. Mnóstwo ludzi cierpi na depresję, gubią sens życia z różnych powodów. W dużej mierze z powodu braku relacji i miłości. Niestety żyjemy w czasach, które zmieniają, o ile nie wypaczają definicję tego słowa. Nie chcę mówić, że Warszawa jest „tym złym” miastem, ale zobaczyłam tu naprawdę wiele różnych historii, których nie życzę nikomu. Jeżeli i Ty czujesz pustkę, czujesz żal, rozgoryczenie, jeżeli targają Tobą negatywne emocje – zacznij pomagać. Zacznij dawać to, co masz w sobie najlepsze – bycie człowiekiem dla drugiego człowieka. Spróbuj traktować każdego tak, jak Ty byś chciał by Ciebie potraktowano. Dawaj dobro, poczujesz radość. Jestem przekonana, że ta dobra energia wróci do Ciebie i sprawi, że poczujesz się lepiej. Karma wraca. Wierzę w to i nie raz tego doświadczyłam. Zarówno czyniąc dobre, jak i złe rzeczy. Dlatego jeżeli teraz to czytasz, to proszę Cię byś uwierzył, że możesz czerpać radość z pomocy innym. Nie wymagam byś w tym momencie zaczął robić biznesplan do otwarcia fundacji czy schroniska. Proszę byś rozejrzał się w około, w najbliższym otoczeniu. Codziennie… I codziennie spróbował zrobić choć jedną rzecz, która drugiej osobie przyniesie radość. Niech to będzie ustąpienie miejsca w tramwaju dziewczynie w ciąży, przepuszczenie kierowcy wyjeżdżającego z zakorkowanej ulicy, kupienie żonie kwiatów bez okazji (np. od staruszki spod Ratusz Arsenał), udostępnienie posta, w którym ktoś prosi o pomoc, powiedzenie koleżance, że ładnie dziś wygląda, zadzwonienie do najbliższych z pytaniem jak się czują, pochwalenie pracownika za starania, przytulenie przyjaciela po ciężkim dniu, zaniesienie kawałka ciasta starszej sąsiadce i wypicie z nią herbaty, przekazanie kilku złotych na schronisko. Świat składa się z małych, codziennych gestów każdego z nas.

Osobiście zachęcam Was do zapoznania się także z tymi inicjatywami:

  1. https://www.malibracia.org.pl/
  2. https://www.siepomaga.pl/
  3. https://www.napaluchu.waw.pl/czekam_na_ciebie/
  4. https://www.bratalbert.org/

Każdego stać na luksus bycia normalnym, pomocnym człowiekiem. 

A Ty komu ostatnio pomogłeś?